Ćwiczenia z internetu: kiedy szkodzą zamiast pomagać?

Powrót do Strefa wiedzy

Ćwiczenia z internetu: kiedy szkodzą zamiast pomagać?

Coraz więcej osób wpisuje w Google „zestaw na ból pleców”, „ćwiczenia na kręgosłup” i ćwiczy z YouTube czy TikToka. Jako fizjoterapeuta nie mam nic przeciwko ćwiczeniom. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zestaw z internetu zastępuje diagnozę, a nie jest jej uzupełnieniem.

Jeden ból – kilka różnych przyczyn

Pracując w gabinecie, co jakiś czas spotykam się z takimi stwierdzeniami u pacjentów:  „Robię ćwiczenia z internetu na ból pleców, ale poprawy nie ma. Czasem jest nawet gorzej”.

I tu jest sedno tego problemu: podobny ból nie oznacza tej samej przyczyny.

Przykład z praktyki:

  • Pacjent A – ból promieniujący do nogi. Delikatna praca wzdłuż nerwu kulszowego przynosi ulgę i objawy zanikają.
  • Pacjent B – ból w bardzo podobnym miejscu, ale przyczyna to podrażnienie stawów międzykręgowych. Te same ćwiczenia, które pomogły A, u B mogą nasilać dolegliwości.

Dla oka laika to „ten sam ból”. Dla fizjoterapeuty, to  dwa różne problemy, dwa różne plany działania.

Co mówią badania: ćwiczenia tak, ale nie jakiekolwiek!

Badania nad bólem kręgosłupa pokazują jasno: ruch i ćwiczenia są jednym z najskuteczniejszych sposobów leczenia bólu pleców. Lepszym niż samo leżenie czy tabletki

Ale jest ważne „ale”:

  • meta-analiza programów domowych pokazała, że ćwiczenia wykonywane w domu zmniejszają ból i poprawiają funkcję, o ile są częścią zaplanowanego programu zaleconego przez specjalistę, a nie przypadkowym zestawem znalezionym w sieci.(źródło)
  • inne prace podkreślają, że ćwiczenia indywidualizowane pod konkretnego pacjenta dają lepsze efekty niż schemat „dla wszystkich z bólem pleców” (źródło)

W skrócie:
– internet nie jest zły,
– ale badania mówią o konkretnych, dobranych programach, a nie o przypadkowym filmiku z hasłem „10 ćwiczeń na kręgosłup, które MUSISZ znać”.

Kiedy ćwiczenia z internetu mogą zaszkodzić?

Na co szczególnie uważać, zanim odpalisz kolejny film „na ból pleców” czy „rozciąganie nóg”?

  • ból nasila się po 2–3 próbach nowych ćwiczeń – to znak, że kierunek może być nietrafiony czy bodziec zbyt silny, warto się zatrzymać, a nie „przebijać się” przez ból,
  • pojawia się drętwienie, mrowienie, osłabienie siły w nodze lub ręce – to sygnał, że układ nerwowy jest podrażniony; tu samodzielne kombinowanie może tylko wydłużyć leczenie,
  • ból zaczyna „wędrować” w dół nogi lub ręki – częsty błąd to „dociąganie” się w skłonach, rozciąganie „aż piecze”; przy niektórych problemach to dokładnie to, czego nie chcemy,
  • poranna sztywność wraca jak bumerang – na chwilę po ćwiczeniach czujesz ulgę, ale po nocy wszystko zaczyna się od nowa; to często znak, że pracujesz objawowo, a nie przyczynowo.

Dodatkowo zawsze czerwone światło: nagły, bardzo silny ból, problemy z oddawaniem moczu/stolca, gorączka, uraz. W tych przypadkach nie ma miejsca na YouTube, tylko na pilną konsultację lekarską.

Jak korzystać z ćwiczeń z internetu z głową?

Nie chodzi o to, żeby demonizować internet w ogóle, tylko o zasady bezpieczeństwa. Spisałem je poniżej:

  1. Zaczynaj od ruchów, które nie wywołują bólu.  Jeśli coś boli mocniej w trakcie ćwiczenia, to przerwij.
  2. Obserwuj ciało 24–48 godzin po nowym zestawie.  Lekka „zakwaska” jest normalna, ale wyraźne pogorszenie bólu, promieniowanie, sztywność większa niż wcześniej – to sygnały ostrzegawcze.
  3. Unikaj bardzo dynamicznych, siłowych ćwiczeń na start.  Internet lubi „efekt wow”, a ciało raczej spokojne, stopniowe obciążanie.
  4. Pamiętaj, że filmik nie widzi Twojego kręgosłupa ani biodra.  Ćwiczenie, które jest świetne dla kogoś po siedzącym trybie życia, może być kiepskie dla osoby po urazie, z dyskopatią czy zmianami zwyrodnieniowymi.

Moja rola

Jeśli do mojego gabinetu fizjoterapii w Krakowie i Olkuszu przychodzi pacjent z listą ćwiczeń z internetu, to nie odrzucam tego co znalazł dla siebie. Ale razem sprawdzamy i wybieramy to, co dla niego będzie bezpieczne, a resztę odkładamy na bok.

Bo moja rola nie kończy się na terapii manualnej. Obejmuje też:

  • diagnozę, skąd naprawdę bierze się ból,
    dobranie ćwiczeń pod konkretną osobę (wiek, stan, rodzaj pracy, wcześniejsze urazy),
    nauczenie, jak rozpoznawać, kiedy ćwiczenie pomaga, a kiedy szkodzi.

Dopiero wtedy „zestawy z internetu” mogą być sensownym uzupełnieniem, a nie główną „terapią w ciemno”.

Podsumowanie
Ćwiczenia z internetu mogą być świetnym narzędziem  pod warunkiem, że nie zastępują diagnostyki, tylko ją uzupełniają.  Ten sam ból może mieć różne źródła, a internet tego nie widzi.

Jeśli od tygodni ćwiczysz z YouTube, a:

  • ból się nie zmniejsza,
  • pojawiają się drętwienia,
  • albo każdy poranek zaczyna się od sztywności,
    to czas przestać strzelać na oślep i sprawdzić, z czym naprawdę masz do czynienia.

Przy dobrze postawionej diagnozie fizjoterapia (terapia manualna + indywidualnie dobrany trening)  robi więcej niż kolejny „cudowny zestaw” z sieci. Jeśli masz wątpliwość, czy dane ćwiczenia są dla Ciebie, po prostu zapytaj. Jestem tu dla Ciebie. 

Udostępnij ten wpis

Powrót do Strefa wiedzy